MW Clinic – dr Marta Wilczyńska, chirurgia plastyczna

Autorska metoda plastyki brzucha — jak wygląda zabieg u dr Wilczyńskiej

5 października 2026

Autorska metoda plastyki brzucha

Moja metoda plastyki brzucha to nie jeden zabieg, tylko kilka elementów, które łączę zawsze razem, bo dopiero razem dają dobry i trwały efekt. Część z nich wypracowałam sama, na podstawie własnego doświadczenia, dlatego mówię o niej „autorska metoda”.

Pierwszym elementem jest liposukcja — i to niezależnie od tego, ile tkanki tłuszczowej ma pacjentka. U osób, które mają jej więcej, oczywiście odsysam nadmiar, ale robię liposukcję nawet u bardzo szczupłych pacjentek, u których praktycznie nie ma czego odsysać. Chodzi mi wtedy o coś innego: liposukcja pozwala przeprowadzić cały zabieg bezkrwawo. Dzięki temu pacjentka nie budzi się osłabiona, z niską hemoglobiną, i nie musi najpierw „odbudowywać się”, zanim zacznie się gojenie — gojenie zaczyna się od razu.

Drugi element to szycie mięśni brzucha. U każdej pacjentki zszywam pochewki mięśni prostych brzucha — same mięśnie muszą zostać aktywne i pracować, więc zszywam właśnie ich pochewki, nie same mięśnie. Robię to w sposób, który wypracowałam sama: szyję nie tylko na tyle, żeby zamknąć rozstęp, ale nieco szerzej, żeby dodatkowo poprawić talię. To, w jakim stopniu da się wytaliować sylwetkę, zależy od budowy kostnej — przy szerokiej klatce piersiowej i wąskich biodrach nie da się „stworzyć” talii, której nie ma w szkielecie. Przy okazji zszywania zaopatruję też ewentualne przepukliny, które powstają w miejscu mocno rozciągniętego rozstępu — włókna kolagenowe się tam rozsuwają, poszerza się pierścień pępkowy i wpycha się przez niego tłuszcz przedotrzewnowy.

Trzeci element to długość i położenie blizny. Zawsze pokazuję pacjentce na konsultacji, gdzie blizna będzie przebiegać, i staramy się ją jak najbardziej skrócić. Przy pełnej abdominoplastyce, gdzie usuwam całe podbrzusze, nie da się jej ograniczyć do długości cięcia cesarskiego — jest z konieczności trochę dłuższa. To, co mogę zagwarantować, to że dobrze kryje się pod bikini.

Liposukcję i plastykę brzucha zawsze wykonuję jednoczasowo, nie w dwóch osobnych zabiegach. Gdy tłuszcz jest odessany wcześniej, tkanki są luźniejsze i łatwiej je podciągnąć. Jeśli ktoś ma liposukcję zrobioną wcześniej, blizna po niej — nawet niewidoczna z zewnątrz — jest już sztywna i nie da się jej naciągnąć, co utrudnia uzyskanie dobrego efektu estetycznego przy późniejszej abdominoplastyce. Rozdzielanie tych dwóch zabiegów uważam za błąd w sztuce.

Czasem do abdominoplastyki dołączam liposukcję talii czy bioder, czyli tzw. liposukcję 360 stopni — liposukcja brzucha i wzgórka łonowego jest już u mnie standardem. Efekt zależy jednak od budowy szkieletu: talia to kształt kości bioder i klatki piersiowej, a nie sama ilość tkanki tłuszczowej. Przy wąskich biodrach i szerokiej klatce piersiowej nawet bardzo agresywna liposukcja nie stworzy talii, a przy okazji zostawia rozległe, nieładne blizny — te tak zwane „fale” pod skórą.

Zamiast drenów stosuję klej tkankowy — zarówno przy zabiegach na brzuchu, jak i na twarzy. Dzięki temu pacjentka nie ma dodatkowego dyskomfortu związanego z wyciąganiem drenu, siniaki są minimalne, a skóra się nie obkurcza w sposób niekontrolowany, tylko od razu jest „trzymana” w miejscu. To realnie skraca gojenie i zmniejsza ból, bo mniej krwi pod skórą to mniejsze dolegliwości bólowe.

Jednym z najczęstszych błędów planowania tego zabiegu są tzw. psie uszy, czyli sterczące fałdy skóry na końcach blizny. Powstają, gdy kąt między dolnym a górnym nacięciem jest zbyt duży — zwykle dlatego, że ktoś chciał za bardzo skrócić dolne cięcie. Jedynym sposobem, żeby to zniwelować, jest wydłużenie cięcia, więc lepiej zaplanować je prawidłowo od razu, niż zostawiać pacjentce dodatkowy problem po zabiegu.

Wszystkie te elementy — liposukcja, szycie pochewek z poprawą talii, nisko osadzona blizna, klej zamiast drenów — traktuję jako jeden pakiet, a nie osobno płatne dodatki.