Implanty piersi — dobór, ryzyka i kiedy sam implant nie wystarczy
5 października 2026

Rozmiar implantu to nie tylko objętość, ale i jego waga. Miałam pacjentki, dla których implant o pojemności 650 ml okazał się zbyt ciężki, mimo że bardzo zależało im na dużym biuście. Zamiana na lżejszy implant o większej pojemności (920 ml) dała podobny, a nawet większy rozmiar przy wadze wyższej raptem o około 30 gramów — a nie, jak można by się spodziewać, o kilkaset gramów więcej.
Przy planowaniu powiększenia zwracam uwagę na to, jak implant ułoży się względem naturalnej anatomii. Prawidłowa proporcja, jaką mają ładne, duże, naturalne piersi, to około 45% objętości w górnej części i 55% w dolnej — sutek powinien być skierowany lekko ku górze i na bok, a nie prosto w sufit. Nie każda pacjentka tego chce; część kobiet, u których w górnej części piersi brakuje wypełnienia, woli implant okrągły, który daje objętość równomiernie i w górnej, i w dolnej części.
Kiedy dwudziestoletnia pacjentka decyduje się na implanty, warto pamiętać, że choć same implanty są dożywotnie, to jej ciało już nie zostanie takie samo. Urodzi dzieci, będzie miała 40 czy 50 lat — pod wpływem grawitacji i procesu starzenia piersi się zmienią, tak jak zmieni się całe jej ciało. Może żyć z tymi samymi implantami do końca życia, ale prawdopodobnie prędzej czy później zdecyduje się na korektę — czy to u mnie, czy u innego chirurga.
Ciało wokół każdego implantu tworzy torebkę. Jeśli torebka powstanie szybko i mocno „trzyma” implant wysoko, a jednocześnie pacjentka ma swój własny, opadający gruczoł, gruczoł ten może zsunąć się po implancie w dół — powstaje wtedy tzw. waterfall deformity, czyli wrażenie dwóch piersi: jednej u góry, utworzonej przez implant, i drugiej niżej, utworzonej przez własny gruczoł. Jeśli z kolei torebka się nie wytworzy, to gruczoł razem z implantem zsuwa się w dół pod wpływem dodatkowego ciężaru, rozciągając dolny biegun i brodawkę — to z kolei tzw. bottoming out. Dlatego jeśli pacjentka ma już swój duży, wiszący gruczoł, samo dołożenie implantu prawdopodobnie nie da dobrego efektu — lepszym rozwiązaniem jest wtedy podniesienie piersi, ewentualnie z użyciem siatki.
U pacjentek ze skoliozą, czyli bocznym skrzywieniem kręgosłupa, dobór implantów wymaga dodatkowej ostrożności. Asymetryczne implanty, dopasowane do już istniejącej asymetrii klatki piersiowej, mogą pogłębić skoliozę, bo dokładają dodatkowy ciężar po stronie, która i tak jest bardziej obciążona. Z kolei dwa identyczne implanty przy zdeformowanej klatce piersiowej mogą uwidocznić istniejącą asymetrię jeszcze bardziej. To nie są łatwe przypadki i trzeba się liczyć z tym, że sam ciężar powiększonych piersi wpływa na postawę i stan kręgosłupa — dlatego kobiety z bardzo dużymi piersiami częściej decydują się na ich redukcję niż powiększenie.
Implanty anatomiczne, czyli o kształcie kropli, mają swoją wadę: jeśli w kieszonce wokół implantu jest choć trochę luzu — a w którymś momencie ma go każdy implant — łatwo mogą się obrócić, co widocznie zniekształca kształt piersi i czasem wymusza zabieg poprawkowy. Implanty okrągłe są pod tym względem bardziej stabilne — nawet jeśli się obrócą, kształt piersi się nie zmienia. Implanty anatomiczne są więc bardziej wymagające, zarówno dla chirurga przy operacji, jak i dla pacjentki później.
Jeśli pacjentka ma własny gruczoł, który wisi na przykład na poziomie pępka, samo dołożenie implantu nie jest dobrym rozwiązaniem. Bardzo opadnięty, duży własny gruczoł oznacza zwykle słabszy kolagen — jeśli usunęlibyśmy nadmiar skóry i „zebrali” gruczoł, okazałoby się, że sama pierś wcale nie jest mała. Dołożenie implantu do takiej piersi niemal na pewno skończy się problemami typu bottoming out lub waterfall deformity.
Implant sam z siebie nie podnosi piersi — jego zadaniem jest nadanie ładnego kształtu. Jeśli pacjentka ma opadnięte tkanki i chce jednocześnie powiększenia i podniesienia, część tych opadniętych tkanek — głównie w dolnych biegunach i na środku — musi zostać usunięta. To zabezpiecza przed ponownym obsunięciem się tkanek na implancie. Jeśli tego nie zrobimy, a wokół implantu wytworzy się torebka drugiego stopnia według klasyfikacji Beckera, implant zostaje na miejscu, a własne tkanki zaczynają się po nim „ześlizgiwać” w dół, tworząc widoczny wiszący fałd — czyli ten sam efekt waterfall deformity.
Powiązane zabiegi
